Co jest dla Was najważniejsze w filmie? Dla mnie żaden, konkretny element nie jest najważniejszy. Wszystko powinno płynnie komponować się ze sobą naraz - obsada, reżyser, scenariusz, muzyka, zdjęcia, kostiumy, scenografia etc. Po co? Po to, żeby nikt nikt nie mógł wywyższyć jedynie obsady, lub jedynie scenariuszu, lecz całokształt - cały FILM. Oczywiście - to jest ideał. Ideałów podobno nie ma, tak więc przeszukując filmotekę międzynarodową szukam pozycji bliskich tym ideałom.

plakat z filmu telma i louisePod literką T znajduje się film - Thelma i Louise. Strzał w dziesiątkę. Znaleźliśmy to, co było naszym celem. Film bliski ideałowi. Chcesz się pośmiać, bo masz zły humor? - nie ma problemu, włącz Thelmę i Louise. Chcesz popłakać, bo gdzieś należy dać upust emocjom ? - nie ma problemu, włącz "kasetę" z tym filmem [a raczej płytę dvd lub skorzystaj z zasobów sieci ;)]. Zapraszam do oglądnięcia pokręconej - w jak najbardziej w pozytywnym sensie - produkcji Ridleya Scotta (znamy go także jako reżysera nowszych pozycji jak Helikopter w ogniu, czy Gladiator).

Reżyser - dla mnie to ktoś, kto jest kręgosłupem filmu - i tak też było w tym przypadku. Scotta kojarzymy ze skonkretyzowaną kategorią filmów. Natomiast jemu - jednemu z nielicznych - udało się odlepić etykietkę. Film Thelma i Louise jest dowodem na to, że Ridley potrafi tworzyć filmy nie tylko w jednej konwencji. Skoro primo był reżyser, secundo niech będzie obsada. Zdecydowanie niebanalna. Wręcz wyszukana (co może dziwić, zważając uwagę na fakt, iż uprzednio z ról rezygnowały, bądź zabiegały, ale nie dostały się do obsady takie dzisiejsze gwiazdy jak: George Clooney, Meryl Streep, Goldie Hawn, Michelle Pfeiffer, Jodie Foster, Holly Hunter, Frances McDormand). Jednak ostateczna "wersja" obsady wcale nie robi mniejszego wrażenia. W roli Thelmy - czarującej, stereotypowej, naiwnej, subtelnej i chyba zwariowanej w jakimś sensie kobiety - Geena Davis. W roli Louise - odpowiedzialnej, rozważnej (na tyle, na ile to możliwe w dramatycznych sytuacjach, które stanęły tej dwójce na drodze), kobiecej, dojrzałej, lojalnej osoby - Susan Sarandon. Czy nie mogło by być jeszcze lepiej? Otóż mogło by być. Obok tej niesamowicie dobranej dwójki, która prezentuje na ekranie widzom niepowtarzalną więź, która może łączyć dwie osoby, mamy jeszcze (uwaga kobiety!) młodego, jeszcze wtedy wciąż początkującego aktora - Brada Pitta w roli J.D (przelotna, ale bardzo istotna dla filmu "znajomość" Thelmy. Lub raczej jej wielka, namiętna fascynacja). Co więcej genialna rola Michaela Madsena - filmowego Jimmiego, skomplikowanego partnera Louise - który wg. mnie śmiało ścigał, podkreślam MŁODEGO Mickiego Rourka, zarówno pod kątem atrakcyjności, jak i gry aktorskiej. Nie można zapomnieć o postaci Hala, policjanta, który zajmuje się sprawą Thelmy i Louise, jednocześnie próbującego przechytrzyć, złapać dwie kobiety i zrozumieć je, pomóc im - w tej roli niezastąpiony Harvey Keitel. Ponadto, osobiście byłam zauroczona grą aktorską parszywej postaci Darylla (męża Thelmy) - Christophera McDonalda - który zagrał perfekcyjnie rolę egoistycznego, egocentrycznego, nie do końca ułożonego, a jednak minimalnie wrażliwego faceta. Ale do sedna, o czym jest film?

Film ten, który powstał w 1992 roku (zgarnął wiele nagród, między innymi jednego Oscara za scenariusz dla Callie Khouri, która pierwotnie miała być reżyserką filmu, 5 nominacji za: postacie pierwszoplanowe, reżyserię, zdjęcia i montaż, jednego Złotego Globa) jest dramatem. Ja osobiście oprócz dramatyzmu, odnajduję w nim dużą dawkę humoru, pozytywnych emocji i jakiejś... może nadziei? Thelma i Louise to film o potędze przyjaźni, takiej o której każdy marzy, bez względu na płeć, czy wiek. O przyjaźni, która może wznieść się ponad wszystko, nawet ponad życie. Brzmi cukierkowo, ale ten film jest właśnie o tym. Nie jest to na pewno banalny film (choć często taki właśnie zarzut jest kierowany w stronę tej produkcji), który od początku wskazuje nam na to, co wydarzy się w końcowych scenach. Mamy tu wątek gwałtu, co za tym idzie przemocy, zabójstwa, ucieczki, pościgu, miłości, fascynacji, namiętnego seksu, jakiegoś rodzaju terroru psychicznego (wg. mnie ukazuje się to w relacji szczególnie Darylla i Thelmy), czyli chyba każdy rodzaj emocji. Udowodnione jest badaniami, że do przeciętnego widza film dociera o tyle mocniej, o ile więcej emocji wykorzystał reżyser. Thelma i Louise może więc docierać do widza do woli ;). Nie chcę zdradzać szczegółów produkcji, dla tych którzy jeszcze nie oglądali (choć pewnie takich osób jest nie wiele, przyznajcie się). I jeszcze coś dla  fashionistów: zwróćcie uwagę na świetne stylizacje tych czarujących kobiet, typowe dla lat 90-tych, które o dziwo, według mnie, wpasowują się we współczesne trendy i mogą służyć jako genialna inspiracja. Spójrzcie sami.

Telma i Louise w stylizacji z lat dziwięćdziesiątych

Dodatkowo Hans Zimmer rozpieszcza nas muzyką, ocierającą się o mocno balladowe country, doskonale wpisujące się w klimat filmu, sytuacji i terenów prezentowanych w filmie, między innymi: Gorman, Shafter, Long Beach, Utah, stan Kolorado (Wielki Kanion). Jeśli macie chwilę czasu, zrelaksujcie się i posłuchajcie czystej muzyki (dla fanów Pink Floyd - rzeczywiście gitara w tym deseniu). Ci którzy nie znają jeszcze fabuły - uważajcie, teledysk zdradza wszystko!

Film ten oglądałam już kilkanaście razy i zamiast co raz bardziej mnie nużyć, co raz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to film godny nazwania go klasykiem. To właśnie w nim komponuje się płynnie wszystko: od reżysera, po obsadę, muzykę, piękne zdjęcia, montaż i scenariusz. Jeśli film wzbudza we mnie konkretne emocje, sięgam po niego, a potem jeszcze o nim myślę - to zdecydowanie znak, że powinien pojawić się w moim muzolowym zestawieniu klasyków. Polecam gorąco, tym którzy jeszcze nie mieli przyjemności oglądać. A pytam o opinię, tych którzy już oglądali.

Z cyklu: Odświeżamy klasykę: Thelma i Louise

Marylka
4 miesiące 1 tydzień temu

Odpowiedzi

Mike 4 miesiące 1 tydzień temu
Absolutny mus dla fanów dobrego kina, film ponadczasowy, wzruszający, emocjonujący i powalający pod każdym względem...u mnie właśnie leci Toni Childs i House of Hope (http://www.youtube.com/watch?v=SubQeiYxJos). 200% rekomendacji dla tych, którzy przegapili Thelme i Louise.
kefrin 4 miesiące 4 dni temu
Brzmi jak film idealnie dla mnie! Jeszcze nie oglądałam,ale po przeczytaniu tej recenzji jestem pewna, że to film dla mnie! Jestem ciekawa też teledysku, ale dobrze, że uprzedziłaś, że poznam już fabułę- należę do osób, które nie przepadają za dowiadywaniem się co się wydarzy!:p absolutnie muszę to oglądnąć- PO SESJI...! :)
kefrin 4 miesiące 4 dni temu
Brzmi jak film idealnie dla mnie! Jeszcze nie oglądałam,ale po przeczytaniu tej recenzji jestem pewna, że to film dla mnie! Jestem ciekawa też teledysku, ale dobrze, że uprzedziłaś, że poznam już fabułę- należę do osób, które nie przepadają za dowiadywaniem się co się wydarzy!:p absolutnie muszę to oglądnąć- PO SESJI...! :)