Popkultura pełną parą

 

Nowa cena ”Machiny” o wartości TYLKO 5zł może kusić, ale czy warto wykosztować się tylko, albo, aż tyle ? Pismo wysokonakładowe, którego tematem przewodnim jest wszechobecna muzyka. Kupując jakąkolwiek gazetę pierwsze co robimy, to spoglądamy na okładkę, niestety machina nie rzuca na kolana. Z wyglądu prędzej jej do gazet typu popcornu czy bravo, a niżeli do najlepszego pisma muzycznego wydawanego w Polsce. Ale nie „oceniajmy książki po okładce”.

 

Mimo, iż muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia, nie jestem skłonna dobrze ocenić „Machiny”. Pierwszą rzeczą, która mi się nie spodobała, jest brak szczegółowego spisu treści. Przeglądając gazetę, zazwyczaj zerkam na spis treści, a tu samowolka, wypisane są jedynie w mniemaniu redakcji najważniejsze artykuły.

Na moją negatywną ocenę pisma, przychyliła się również duża ilość reklam. Płacę, więc oczekuję, a reklamy nie wnoszą do pisma nic nowego. Reklamy swoją drogą, ale według mnie pismo za wszelką cenę chce szokować. A niepotrzebnie, od tego mamy gazety typu fakt czy super express. Mam teraz na myśli chociażby wielki skandal wywołany okładką na której znajdowała się Madonna jako Matka Boska z dzieciątkiem. Przez taki pijar, według mnie całkowicie nie potrzebny, czasopismo przesiąka komercją. Czytamy to co aktualnie jest na topie, nie ma tu mowy o jakimkolwiek pozytywnym zaskoczeniu. Nie ukrywajmy, że największy wpływ na profil pisma ma sam redaktor naczelny Piotr Metz. Przeglądając gazetę nie wiem za co się „złapać” , kompozycja daje tu dużo do życzenia.

Strona 16 i ranking 20 utworów, które zawsze mam w iPodzie. Drugą część tytułu rozumiana jest przeze mnie jako utwory popularne, bo ktoś je zawsze ma przy sobie i je słucha. Spoglądam na utwory i jestem niemile zaskoczona. Z 20 utworów nie znam żadnego, jak to możliwe skoro muzyka gra mi w głowie 24/h ?
Oczywiście nie mogę napisać, że „Machina” to dno, ponieważ jednak coś tam w środku posiada. Tego czegoś poszukiwałam i z wielkim uśmiechem na twarzy muszę przyznać, że mi się to udało. Przez pewien moment czułam się jak odkrywca, który całkowicie stracił nadzieję na dobre zakończenie. Na sam początek parę słów o osobie, która rękami i nogami stara się podnieść poziom czasopisma. Mowa o Marcinie Nowickim. Jego artykuł pod tytułem Wypijmy za błędy już na samym wstępie zachęca do przeczytania. W leadzie czytamy: ” 26 kwietnia Warszawska Sala Kongresowa przywita Bryana Ferry-ego. Na wszelki wypadek przypominamy wam 5 powodów, dla których po prostu musicie tam być”. Poniżej zaś znajdują się uzasadnienie, dlaczego warto przyjść na koncert. Jest to mała promocja koncertu, ale jak dla mnie dość sympatyczna. Przez dłuższy moment pomyślałam ”Muszę tam być” i myślę, że tak miał ten artykuł oddziaływać na czytelnika.

A jednak w środku znalazłam kolejne informacje, które mnie zainteresowały, są to głównie ciekawostki ze świata muzyki. Artykuł, który przykuł moją uwagę nosi tytuł Z gitarą dookoła świata i z powrotem. Mowa w nim o najbardziej zapracowanych muzykach, biorąc pod uwagę liczbę zagranych koncertów w roku 2010 oraz przebytych tras koncertowych. Okazuje się, że na szczycie znajduje się grupa Mayday Paradise z wynikiem 194 koncertów. Wynik był dla mnie dużym zaskoczeniem, tym bardziej, że w ostatnim czasie słyszy się tylko i wyłącznie o Lady Gadze. Dla osób głębiej interesujących się muzyką, jest to artykuł ciekawy i przydatny. Takie buty to kolejny artykuł- ciekawostka. Opisuje jak namówić artystów do udziału w reklamie fikuśnych ciżemek . Takie newsy jak najbardziej interesują, stąd też moje zainteresowanie tym artykułem.

Duża pochwała dla pisma za różnorodność. W „Machinie” odnajdziemy informacje dotyczące każdego gatunku muzyki od pop, r&b po hip hop. W dziale galaktyczny zwiad Andrzej Gała przedstawił sylwetkę znanej postaci hip hopu- Doktora Dre. Przykuł moją uwagę, ponieważ nie jest to zwykły artykuł, a przeplatane wypowiedzi gwiazd takich jak: 2 pac, Eminem czy Snoop dog na temat Dr Dre. Zwykli ludzie, chcą wiedzieć co sądzą o sobie gwiazdy, za co się cenią i nienawidzą oraz od kogo czerpią inspirację.

Muszę jeszcze wspomnieć na koniec o jednej rzeczy, która w „Machinie” przyprawia mnie o ból głowy. Czytam ciekawy artykuł Marcina Flinta o zespole Catz n’dogs, a w pewnym momencie pojawia się zdanie : c.d. na stronie 97. Spoglądam w dolny róg i widzę, że znajduję się na stronie 59. Wniosek jest prosty, by dalej przeczytać muszę przejść około 30 stron dalej. Czy to ma jakikolwiek sens? Według mnie nie! To mnie zniechęca i w wyniku tego zamykam gazetę.

Nie od dziś wiadomo, że „Machina” ma wielu swoich zwolenników, którzy mimo kilkurocznej przerwy pisma od roku 2006 co miesiąc po nią sięgają. Mam bardzo mieszane uczucia w związku z tym pismem. Jest wiele rzeczy, które mi nie pasują, wręcz rażą, a niektóre artykuły naprawdę z ogromną przyjemnością się czytało. Od następnych numerów oczekuję więcej faktów i przede wszystkim prawdziwej  muzyki, a „Machina” znowu będzie moim numerem 1.

Recenzja "Machiny"

Aleksandra
6 miesięcy 1 tydzień temu