| Napisz Coś |
|
|
Główna akcja Poza Cieniem rozgrywa się dalej w Cenarii, której królem, po śmierci Terah Graesin, zostaje Logan Gyre. Weeks rozszerza uniwersum Midcyru o kilka nowych lokacji, do których przenosi czytelnika w miarę rozwoju poszczególnych wątków. I tak pojawiają się opisy m.in.: Kalidoru, Lasu Ezry, Seth czy Oratorium. W trzeciej części, podobnie jak w poprzedniczce fabuła rozbita jest na wątki poszczególnych bohaterów, by w końcowych rozmiarach spleść się w jeden wątek. Po zażegnaniu niebezpieczeństwa ze strony Kalidoru, nad granicami ledwo wyzwolonej Cenarii pojawia się nowy wróg. Ostatecznie sprawy nie toczą się tak źle, jak można by się tego spodziewać. Nowy król dochodzi do porozumienia z Ceuranami, a w międzyczasie dowiaduje się, że jego żona Jenine żyje i znajduje się w Kalidorze. Logan postanawia zebrać armię i wraz z nowymi sojusznikami zaatakować wrogie państwo, w celu odbicia ukochanej. Tak po krótce przedstawia się pierwszy wątek w książce. Finałowa część trylogii Anioła Nocy przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mogły się nasuwać po lekturze dwóch wcześniejszych tomów. Zakończenie cyklu, chociaż moim zdaniem przewidywalne aż do bólu, to może wzbudzić w czytelniku lekkie napięcie. Na niezły debiut składa się całkiem fajny pomysł na fabułę (chociaż niestety zużyty do granic możliwości w świecie fantastyki), dobrze zarysowani bohaterowie (prawda, czasami z dziwnymi problemami, a czasem po prostu okropnie „zepsuci” przez Weeks’a). To co podobało mi się najbardziej w całej trylogii to humor. Bawiły mnie bardzo utarczki słowne między Kylarem, Durzo i Loganem. Nie przeczę, że jest to humor wysokich lotów, jednak mi bardzo przypadł do gustu i muszę powiedzieć, że bardzo pasował do fabuły. Co mi się nie podobało? Czytając Poza Cieniem miałam takie wrażenie, że Weeks momentami przegina z twierdzeniami jak to strasznie ważny jest honor, uczciwość (czasem aż do porzygania) i miłość. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie, i to bynajmniej nie na plus, ugrzecznienie Durzo Blinta, który z gbura i twardziela przemienił się w przemiłego uśmiechniętego gościa, który jedyne czego pragnie to powrotu do swojej miłości. Drugim zaskoczeniem, też raczej na minus, jest Vi, która z pyskatej i nie przebierającej w słowach siepaczki, przeistacza się w rozedrganą emocjonalnie dziewczynę, kótra przeżywa rozterki sercowe rodem z jakiejś brazylijskiej telenoweli. No po prostu „M jak Miłość”. Niestety Weeks z dwóch pełnokrwistych i naprawdę ciekawych postaci zrobił takie „ciepłe kluchy”. Za to minus.
|
Poza Cieniem – finał trylogii Anioł Nocy pióra Brenta Weeks’a |
||
|
|
||
| Vix | ||
| 3 miesiące 3 tygodnie temu | ||

Zakończyłam swoją przygodę z trylogią Anioła Nocy Brent'a Weeks'a. Muszę przyznać, że po przeciętnym drugim tomie, trzecia część przygód Kylara została napisana na całkiem przyzwoitym poziomie, chociaż nie obyło się bez paru poważnych wpadek ze strony autora. O poprzednich częściach pisałam tu
Podsumowując. Jeśli przeczytaliście poprzednie dwie części przygód Kylara, to sięgnijcie po trzecią. Jeśli natomiast dopiero sięgacie po ten cykl, miejcie w pamięci, żeby nie oczekiwać od niego oryginalności, jeżeli chodzi o rozwiązania wątków czy kreację bohaterów. Nie oszukujmy się, wszystko co wymyślił pan Weeks w literaturze już jest i nie bójmy się tego stwierdzenia, czasem przedstawione lepiej i ciekawiej niż w trylogii Anioła Nocy. Dobry warsztat i humor mają oczywiście duże znaczenie przy odbiorze książki, ale niestety czasami nawet one nie wystarczą. Dla mnie jest to pozycja, którą przeczytam raz i raczej już do niej nie wrócę. Jeśli lubicie takie lekkie czytadła do poduszki, przy których nie trzeba wzbijać się na wyżyny dedukcji i można się pośmiać, to trylogia Anioła Nocy Brent'a Weeks'a jest jak najbardziej dla was. Za tom trzeci 6 punktów na 10, a za cały cykl daję 5.

















Odpowiedź
0
Zgłoś to