Na Krawędzi Cienia jest bezpośrednią kontynuacją Drogi Cienia, która wchodzi w skład trylogii Anioła Nocy, debiutanckiego cyklu B.Weeks’a.
O poprzedniej części pisałam tu http://muzol.pl/post/brent-weeks-i-jego-trylogia-aniola-nocy-tom-pierwszy-droga-cienia.

Z kontynuacjami bywa różnie. Jedne są bardziej udane, a inne mniej. Wszystko tak naprawdę zależy od autora, a szczególnie od tego, czy pisząc pierwszy tom, miał pomysł już na całość, czy też idze na „żywioł” i przygody swoich bohaterów wymyśla w miarę pisania, tak aby pasowały fabularnie i kontynuowały niedomknięte wątki z poprzedniczki (ale jak wiadomo nie zawsze się to udaje).

Akcja drugiego tomu przenosi nas znów do świata Midcyru. Cenaria została podbita przez Kalidor i rządzi w niej król-bóg Garoth Ursuul. Tymczasem nasz główny bohater, Kylar Stern, postanowił ułożyć sobie życie ze swoją ukochaną odcinając się od swojej przeszłości. Wraz z Elene oraz adoptowaną córką Uly postanawia wyjechać do Caernarvon, gdzie mieszka ciotka sympatii skrytobójcy. Spokojne życie nuży jednak chłopaka, który nie potrafi, pomimo szczerych chęci, zapomnieć o swojej przeszłości i o wykonywanej profesji. Przez ponad pół tomu śledzimy jego próby bycia dobrym. Wychodzi mu to raz lepiej, a raz gorzej. Czytając tą część, często odnosiłam wrażenie, że nasz drogi bohater jest, hmm, jakby to ująć, słodko naiwny, trochę niedoświadczony (w jednych dziedzinach mniej a w innych bardziej), a do tego strasznie chce dotrzymać słowa danego Elene, ale mu nie wychodzi.  Za sprawą swojego przyjaciela z dzieciństwa, Jarla, dowiaduje się, że prawowity następca tronu, Logan Gyre, z którym również łączy go więź przyjaźni, żyje, jednak okoliczności zmusiły go do ukrycia się w najgorszej części cenaryjskiego więzienia, Dziurze, gdzie przebywają najbardziej zdegenerowani kryminaliści. Kylar postanawia wrócić do zawodu i zlikwidować kalidorskiego uzurpatora, zasiadającego na cenaryjskim tronie, a jednocześnie chce uratować swojego drucha.

Na Krawędzi Cienia wpisuje się w kanon drugich części. Nie jest to książka ani wybitnie dobra, ani też beznadziejnie zła. Zaletą książki są świetne dialogi, dużo, moim zdaniem, dobrego humoru. Podoba mi się także sposób narracji i rozbudowanie wątków bohaterów, którzy w pierwszej części byli postaciami drugo- a nawet trzecioplanowymi. Mamy możliwość przyjrzeć się bliżej losom Jarla, Mamy K i Logana, a także poznajemy bliżej uczennicę Hu Szubienicznika, Viridranę, która to w pierwszej części próbowała uśmiercić Kylara, na szczęście bez powodzenia.

Co mi się nie podobało? Przez ponad połowę książki miałam wrażenie, że akcja wlecze się niemiłosiernie. Szczerze, przez większość książki strasznie się męczyłam, jakoś tak niby dobre czytadło, a mnie nie podchodziło. Przyznać muszę, że końcówka była dobra i tu już nie mam na co narzekać. W moim odczuciu zabrakło jednak troszkę świeżości, jakiegoś zwrotu akcji, który wstrząsnął by czytelnikiem. Całość ratuje całkiem udana końcówka, która trzyma w napięciu, chociaż ja akurat do wielkich entuzjastów cliffhangerów nie należę, a w książkach wyjątkowo ich nie lubię, szczególnie jeżeli kończą się one właśnie takim zabiegiem.

Podsumowując Na Krawędzi Cienia jest dobrą książką. Widać, że autor odrobił pracę domową i pisząc swój cykl wiedział co chce umieścić w każdej z jego części. Ja ze swojej strony mogę polecić tę pozycję, jako dobre czytadło do poduszki, przy którym nie trzeba się za bardzo zastanawiać nad motywami postępowania poszczególnych bohaterów, gdyż wszystkie ich motywacje są opisane. Jeśli ktoś spodziewał się bardziej „zaangażowanej” literatury, z wątkami i tajemnicami, które trzeba rozwikłać (coś jak Malazańska Księga Poległych – wiem przykład ekstremalny), to może się zawieść. Ode mnie 6 na 10 punktów.

C.D.N

Na Krawędzi Cienia, czyli drugi tom trylogii Anioła Nocy Brenta Weeks’a.

Vix
3 miesiące 4 tygodnie temu