Co tydzień z niecierpliwością czekam na poniedziałkowy Teatr Telewizji. Jest to jedyna okazja spotkania się z utworami dramatycznymi na co dzień. Bądźmy szczerzy - niewiele w Polsce mówi się o teatrze.

Jeszcze mniej o teatrze lalek.

Jego tradycja sięga aż do starożytnej Grecji. Uczestnicy Dionizji - świąt na cześć greckiego boga wina, będących pierwowzorem wszelkich dzisiejszych sztuk - w czasie wielkiej procesji odtwarzali sceny przybycia Dionizosa do Aten. Czym? To oczywiste - posągiem będącym wyobrażeniem wesołego boga. Z czasem, po wykształceniu się form teatralnych, aktorzy zaczęli kryć twarze za maskami wyrażającymi ich nastroje. Ślady teatru tego typu możemy znaleźć również na Wschodzie i w starożytnym Egipcie.

Od tego czasu teatr lalek ewoluował, towarzysząc nam przez wszystkie wieki kultury. Jego rola ulegała zmianie, aż - w dzisiejszych czasach - sztuki te stały się w opinii ogólu przedstawieniami kukiełkowymi dla najmłodszych lub zabawą kolędników. Czy słusznie? Moi państwo, oczywiście, że nie!

Niedawno miałam szczęście oglądać spektakl na podstawie jednej z moich ulubionych książek - Mistrz i Małgorzata pióra Michaiła Bułhakowa, w której losy Diabła i jego piekielnych towarzyszy po przybyciu do Moskwy mieszają się z historią miłosną Małgorzaty i Mistrza, który ogarnięty szałem twórczym tworzy dzieło swego życia - opis ostatnich dni Jeszuy Ha-Nocri z perspektywy procuratora Poncjusza Piłata. Słysząc jedynie sam tytuł spektaklu poszłabym do jakiegokolwiek teatru, byleby sztukę obejrzeć. 

Dopiero na miejscu zorientowałam się, że niepozornie brzmiąca krakowska Groteska jest w rzeczywistości teatrem lalki, maski i aktora. I przyznaję, że sztuce wyszło to jedynie na dobre. Groteskowa adaptacja była niezwykła, oryginalna, subiektywna a zarazem - przemawiająca do każdego. Dzięki użyciu lalek zdołano wiarygodnie przedstawić większość wydarzeń zawartych w książce, biorąc pod uwagę niewielką liczbę aktorów (sześciu!) i jednocześnie niezliczoną ilość bohaterów pobocznych. Spektakl był zrealizowany z rozmachem, co jest godne podziwu biorąc pod uwagę znikomą liczbę ekwizytów na scenie (w filmie poniżej proszę zwrócić uwagę na biurko, będące pokojem Mistrza, ławką na Patriaszych Prudach i gabinetem lekarskim). Wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza pokaz czarnej magii w wykonaniu diabelskiej świty - gdy ruble sypią się z nieba, można poczuć się jak jeden z bohaterów rodem z kart powieści. Jedyną dość istotną wadą jest ograniczenie wątku Poncjusza Piłata (jednak zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że spektakl toczy się z punktu widzenia osoby trzeciej - poety Bezdomnego).

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję zobaczenia sztuki w teatrze lalek - gorąco polecam. Może nie każdemu przypadnie do gustu, ale niewątpliwie każdemu zapadnie w pamięć.

A może lalki?

Klara
3 miesiące 3 tygodnie temu
Tagi:

Odpowiedzi

Mike 3 miesiące 3 tygodnie temu
To ja polecam o ile nie oglądałaś wersje Mistrza i Małgorzaty z fenomenalnym Gustawem Holoubkiem w roli Wolanda i Zbigniewem Zapasiewiczem jako prokuratorem Judei. Pomimo że film, który bardziej przypomina spektakl teatralny zrealizowany został w 1988 roku to kreacje aktorskie są nie do zapomnienia.
Klara 3 miesiące 2 tygodnie temu
Widziałam fragmenty, jednak bardziej do mojego gustu trafił serial rosyjski. Widać będę musiała jednak obejrzeć w całości. Co ciekawe, na ten rok jest planowana kolejna wersja, tym razem animowana :)
Mike 3 miesiące 2 tygodnie temu
Wersja animowana...trochę mi nie pasuje ta konwencja do Mistrza i Małgorzaty ale może wyjdzie przyjemnie. Serialu nie widziałem a co więcej nawet nie wiedziałem że jest :)
Klara 3 miesiące 2 tygodnie temu
http://www.dailymotion.com/video/xg5ggh_the-master-and-margarita-animation-trailer_shortfilms - jedyny do tej pory zwiastun. A serial swego czasu leciał na tvp 1 (choć w godzinach wyjątkowo niekorzystnych, bo wahających się między 22 a 24, w zależności od reszty repertuaru)