Od początku urzeka typowym „Ozonowskim” klimatem. Spokojnie i oszczędnie zostajemy wprowadzeni  w opowieść, która porywa nie wartką akcją, a specyficzną aurą, jaką reżyser wytwarza w swoich obrazach. Całość mnie jednak nie zachwyciła, bo została poprowadzona w kierunku kryminału i thrillera (które nie należą do moich ulubionych gatunków), ale droga do tego ostatecznego rozstrzygnięcia, wiedzie przez arcyciekawą psychologiczną obserwację kobiety.

Angielka Sarah Morton (Charlotte Rampling) jest autorką bestselerowych kryminałów. Zmęczona popularnością i znużona życiem, korzysta z propozycji swojego szefa John’a i wyjeżdża do jego domu z basenem w południowej Francji, by tam odetchnąć i poszukać natchnienia. Rozkoszuje się ciszą, samotnością i pięknem Prowansji. Ten błogi stan nie trwa jednak długo. Pewnego wieczoru do domu przyjeżdża niespodziewanie córka John’a Julie (Ludivine Sagnier).
Dochodzi do zderzenia dwóch całkowicie odmiennych osobowości i charakterów.

big_pisze.jpg

Na początku poznajemy panią Morton. Jest dojrzałą, samotną kobietą, oddającą się pracy i zajmującą się swoim schorowanym ojcem. Pisze kryminały, które zawierają sporą dawkę śmiałych erotycznych wątków, sama jednak prowadzi niemal ascetyczne życie. Zamknięta w sobie, powściągliwa, stonowana. Kiedy wkracza do domu wydawcy, właściwie nie zauważa przykrytego szarą płachtą basenu. Nie przychodzi jej do głowy, że mogłaby go wykorzystać, że mógłby być źródłem jakiejkolwiek przyjemności.
Julie natomiast, pierwszego dnia po swoim przybyciu, wychodzi na zewnątrz w skąpym stroju, odsłaniającym jej ponętną sylwetkę, by po chwili zanurzyć się w basenie. Jest energiczna, ekstrawertyczna, otwarta i bezpruderyjna. Próbuje zaprzyjaźnić się ze współlokatorką, jednak ta zdecydowanie odrzuca te próby, mówiąc wprost, że Julie jej przeszkadza.
Ta młoda istota bardzo irytuje Sarę. Czy tylko dlatego, że zakłóca jej spokój, nie pozwala się skupić, głośno się zachowuje i sprowadza co noc kolejnych kochanków?

big_opala.jpg

Pozornie zupełnie się od niej odcina i dystansuje, jest zgorszona jej zachowaniem. W rzeczywistości jednak, z ukrycia śledzi każdy krok Julie, podziwia jej ciało (które ta bezwstydnie eksponuje), podsłuchuje rozmowy, a nawet czyta pamiętnik dziewczyny. Powoli, nieświadomie, rodzi się w niej fascynacja tą atrakcyjną, zmysłową kobietą. Julie jest niczym postać wyjęta z książek Sary: barwna, nie stroniąca od fizycznych przyjemności, wyzwolona.
Po wstępnej wzajemnej niechęci, kobiety stopniowo zbliżają się do siebie, atmosfera między nimi powoli się klaruje, by ostatecznie doprowadzić do serdecznej relacji.
Jest jeszcze basen. Odgrywa on szczególną rolę w filmie. Jest świadkiem wszystkich rozgrywających się nad jego brzegiem zdarzeń oraz symbolem zachodzących w bohaterkach zmian. Najpierw jest przykryty, szary i brudny, potem zostaje odsłonięty i wyczszczony, aż w końcu Julie ponownie go zasłoni, by wraz z nią strzegł mrocznej tajemnicy.

big_tancza.jpg

Fascynacja Sary Julie’ą owocuje tym, że kobieta zaczyna ją naśladować. Otwiera się, zrzuca ochronny pancerz, przełamuje głęboko zakorzenione bariery i zahamowania i… opala się nad brzegiem basenu, kąpie się w nim, nawet przybiera podobne, uwodzicielskie pozy jak jej młoda współlokatorka. Wychodzi również do miasta, gdzie flirtuje z kelnerem w kawiarni, którą regularnie zaczyna odwiedzać. Postanawia uczynić Julie bohaterką swojej nowej książki.
Przyjaźń obu pań obfituje we wzajemną ciekawość, zazdrość i rywalizację. Również Julie pod nieobecność Sary, szpera w jej pokoju i czyta powstającą powieść. Rywalizują o uwagę John’a - ojca Julie. I wreszcie toczą cichą lecz tragiczną w skutkach walkę o wspomnianego kelnera.

Bieg wydarzeń sprawia, że pisarka również i siebie obsadza w jednej z głównych ról swojej książki, jednak nie jako stateczną panią Morton, ale odważną, frywolną, świadomą swych atutów dojrzałą kobietę. Daje ponieść się fikcji i w fikcję obraca wszystko, co zdarzyło się pewnego lata, w domu z basenem na południu Francji.

 

François Ozon "Basen" - rzecz o kobietach

Ania Waligóra
3 miesiące 1 tydzień temu