-Nie wierzę w wierność. To niczemu nie służy.
-Ma rację , to nienaturalne.
-A szacunek do drugiej osoby, zaufanie…?
-W związku zawsze są kłamstwa i tajemnice. Dlaczego nie ulegać pokusom, żeby potem żałować?
-By czuć się potem silniejszym.

medium_on_0.jpg  medium_ona_0.jpg

„Pięć razy we dwoje” to kolejna pozycja na mojej drodze fascynacji twórczością François Ozona. W obrazie tym reżyser z charakterystyczną dla siebie wrażliwością przygląda się ludzkiej fizyczności i seksualności, analizuje instynkty, podświadome zachowania, kładzie na szali szacunek i zaufanie do drugiej osoby. To film, który w założeniu autora, prezentuje uniwersalny obraz miłości. Dla mnie, kluczem do jego interpretacji, stała się przytoczona powyżej rozmowa.

Na początku Ozon serwuje nam koniec związku Marion (Valeria Bruni-Tedeschi) i Gilles’a (Stéphane Freiss). Widzimy bohaterów siedzących na sali sądowej, zgodnie potwierdzających chęć rozwodu. Nie ma jednak w tym potwierdzeniu stanowczości, nie ma między nimi nienawiści. Jest ból i żal, ale i przekonanie, że inaczej postąpić nie można. Zaraz po tym kochają się w pokoju hotelowym, mimo że ostatecznie Marion chce się z tego wycofać i dzieje się to wbrew jej woli.
Potem idziemy wstecz i poznajemy wycinki z ich wspólnego życia: kolacja z bratem i jego chłopakiem, narodziny syna, ślub oraz początek związku.

medium_lozko.jpg  medium_kolacja.jpg

Cytując czasopismo Shadow on the Wall: „W miarę rozwoju akcji zaczynamy rozumieć tych ludzi, mimo że reżyser nie wyjaśnia, dlaczego ich małżeństwo się rozpadło. Są w tym filmie sceny pełne namiętności i erotyzmu, sytuacje boleśnie niezręczne oraz chwile bliskości i spokoju, niepokojące i wzruszające zarazem. W każdym momencie czułość miesza się z okrucieństwem, tak bardzo przypominając rzeczywistość, że chwilami trudno to oglądać.” I tak wypełniona szczęściem scena ślubu kończy się zdradą, radość z przyjścia na świat dziecka, łączy się z samotnością dla Marion i podejrzeniami, niepewnością i strachem  dla Gilles’a, a miła rodzinna kolacja, zamienia się w wieczór dotkliwej szczerości oraz rozważań na temat (bez)sensu wierności. Tylko ostani wątek jest „czysty”. Ozon z premedytacją, w kontraście do tego, co zobaczyliśmy wcześniej, tworzy sielski, kiczowaty obrazek: umieszcza zakochaną parę na plaży, na tle zachodzącego słońca. „W tym filmie nie chodzi o to, że każda miłość kończy się nieszczęśliwie; ten film mówi: każda historia miłosna ma piękny początek” mówi Valeria Bruni-Tedeschi.

medium_plaza.jpg  medium_slub_0.jpg

A wszystko fantastycznie zagrane, pięknie przedstawione. Obserwujemy na ekranie burzę uczuć, sceny nasycone emocjami, wyraźnie widoczną więź między bohaterami. „Od początku czujemy, że Marion i Gilles są ze sobą nie z rozsądku czy z braku lepszych pomysłów. Czujemy, że połączyła ich silna więź fizyczna, że zakochali się w sobie, byli prawdziwą parą, wspólnie snuli marzenia o szczęśliwej przyszłości. W żadnym razie nie są cyniczni. Pomimo ich niepowodzeń i wszystkich negatywnych doświadczeń, z filmu wyraźnie wynika, że warto rzucić się w szaleństwo miłości, uwierzyć w utopię” kontynuuje odtwórczyni głównej roli.

Jak silne są nasze instynkty? Jaką rolę w naszym życiu odgrywają przyjemności cielesne? Jakie znaczenie ma wierność naszych partnerów? Jak wiele jesteśmy w stanie znieść i wybaczyć? Ozon zostawia nas z tymi pytaniami, na które nie ma uniwersalnej odpowiedzi.

 

"5 x 2" - uwierzyć w utopię

Ania Waligóra
3 miesiące 6 dni temu
Tagi:

Odpowiedzi

Pablo 3 miesiące 6 dni temu
Dzięki Twojemu artykułowi bardzo mnie zachęciłaś do obejrzenia tego filmu. Zabawne, że Niby znam całą treść filmu ale artykuł tak jest napisany, że po prostu mus wrzucić płytę do dvd :)
Ania Waligóra 3 miesiące 6 dni temu
miło to słyszeć:)